To, że stwierdzenie istnienia czegoś zostało przypisane jego walorom estetycznym, to nie byle jaki wgląd w zdolności posługiwania się rozumem. Jednak z pojawianiem się piękna wiąże się też pojawianie się sił wyższych. Na najwyższym piętrze ludzkiej doskonałości mają się one ujawniać. Orzekania o konieczności jakiejś zawsze zajmowało czołowe miejsce w procesach poznania. Ale też zawsze imponowało komuś odnajdowanie w sobie wolnościowca. Czy to samo to, czym wypełniają się ludzkie przeżycia, czyni poczucie wolności motorem życia? Możność postawienia takiego pytania wskazuje, że w świadomości legitymizuje się obraz życia, w którym stale jest coś do odkrycia, nic nie jest przesądzane. Co więcej, to tam, gdzie sednem istnienia jest właśnie odkrycie, czyli w sztuce, tak właśnie objawiająca się wolność zagarnia ku sobie człowieka, czyniąc go swoją własnością. Nie może to się podobać światu wartości. Bo na planie wolności ze smutkiem i trwogą ma się do czynienia, a wartościowości bliżej do szczęśliwości. O estetycznych grach, czyli spowinowaceniu, bądź to z trwożeniem się, bądź z uszczęśliwianiem i kroczeniem jednym czy drugim śladem, jako swoim sposobem istnienia, świat życia chce wiedzieć jak najwięcej. Rzecz idzie bowiem o pojawianie się potencjalne piękna tu i tam. Imaginacja wokół „bezpośrednich przeżyć” to szukanie dla siebie miejsca w tym świecie. Nieraz gniewem nasze przeżycie zakwitnie, gdy racjonalności na drodze szczęśliwości się nie znajdzie. Lepszy gniew niż zła wola, która gnozą powiewa i oddala od tego, co potencjalne. Czym potencjalność pachnie? Przede wszystkim ogarnianiem, nie uciekaniem od problemów bezpieczeństwa. Nie być ślepcem stojącym nad przepaścią, to posłannictwo współcześniaka. Przedsiębiorczej aktywności na polu bezpieczeństwa najbliżej do potencjalności. Nadzieje, że technopaideia, „gesty techniczne” tu i tam staną się alfą i omegą ponowoczesności, istnieją, ale afirmacja tego, co przynosi niezmierzoność bytu, wyrasta ponad nie. Ludzkość z tym stanem rzeczy mierzyć się chce. Tym, co autor książki ma do zaproponowania, by nie ulec gnozie, to doskonalenie się zarówno w technopaidei, jak i w afirmacji życia, by rywalizacja między nimi przynosiła odkrycia. Żadne drogi rozwojowe, nawet te, które postępu technicznego nie wspierają, od których wielu ucieka, nie są w cywilizacji do zbycia.