Nieostrość kategorii hermeneutycznych, ich nacechowanie metaforyczne czy poetyckie sprawiają, że badacz piszący o danym dziele, używając metody hermeneutycznej, po trosze staje się poetą. Poetą-badaczem, który stara się empatycznie i duchowo wniknąć w powieściowe światy miast po sto razy na jednej stronie udowadniać, że „nie jest wielbłądem” i że wie, co już o autorze Pałacu napisali inni.
Otóż przyznaję, że nad żmudne rekonstrukcje faktograficzne oraz historycznoliterackie (bez których skądinąd nie byłoby literaturoznawstwa) przedkładam przygodę myślenia o danym dziele – myślenia filozoficznego czy też skromnego literaturoznawczego myślenia o ambicjach filozofujących.
Poznawałem mojego bohatera przez wywiady, że nie wspomnę już o wielokrotnie powtarzanej lekturze prac autora Złodzieja, lekturze, w której nieustająca potencjalność niedosytu zamieniała się w swego rodzaju przesyt, wyczerpanie i bezradność, które jednak, że przytoczę swojego bohatera (a zarazem literackiego mistrza), mam nadzieję, wydadzą plon i staną się „bezradnością owocującą”.